Im bliżej zimy, tym bardziej nie mogłem doczekać się wyjazdu na narty. Okazja nadarzyła się już na początku listopada. Kaprun miejscowość, która rozciąga się u stóp austriackiego lodowca Kitzteinhorn była miejscem docelowym. A tam… bajka. Bo góra ta, to więcej niż zwykły lodowiec. To gwarancja alpejskich przeżyć przez 365 dni w roku. Dosłownie. Otoczony najwyższymi szczytami w Austrii stanowi początek największej, górskiej przygody. Nie inaczej było teraz. W Kaprun spędziłem na szkoleniu cztery dni.  Muszę przyznać, że już w niejednym ośrodku narciarskim miałem przyjemność być i nie jedno widziałem. Tym razem w Austrii zaskoczyły mnie dwie rzeczy.

Narciarze lubią Kaprun

Po pierwsze liczba narciarzy na stoku. Polacy, Belgowie, Anglicy, Węgrzy, Rosjanie i oczywiście Austriacy. Im bliżej weekendu, to miłośników białego szaleństwa przybywało. Jak się później okazało w kilku krajach w tym czasie w szkołach były dni wolne. A co za tym idzie do wyciągów były kolejki. Jednak trochę cierpliwości szybko zostało nagrodzone na górze.

Cieszyłem się dobrymi warunkami

Tylko przez półtora dnia mogłem trochę narzekać na pogodę. Mgła, marznący deszcz i śnieg. No, ale to w końcu góry. Dwa i pół dnia cieszyłem się słońcem i świetnymi warunkami narciarskimi. Temperatura na szczycie wahała się od minus czterech do pięciu stopni Celsjusza.

Dużo dzieci na nartach

Druga rzecz, która mnie zaskoczyła to duża liczba dzieci na stokach. Sam zacząłem żałować, że nie zabrałem ze sobą rodziny. W przyszłości ten aspekt jest bezwzględnie do poprawy. Z przyjemnością spędziłbym trochę czasu na stoku z małżonką oraz synami. Wartością dodaną pobytu w Kaprun był także Ski Festiwal. I prawdziwa frajda dla miłośników dwóch desek. Bezpłatnie można było wypożyczyć topowe narty wszystkich wiodących firm.

Dobrze, że wrócę w Alpy

Na koniec podam, bo to zawsze interesujący przy planowaniu wyjazdów punkt, koszt karnetu. Za trzy i pół  dnia, które spędziłem na stoku zapłaciłem 164 euro, czyli około 700 złotych. Plus minus 20 w zależności od kursu. Dla mnie dobrze zainwestowane pieniądze. Nie ostatnie w tym roku. Cieszę się, że z racji wykonywanej pracy jeszcze pojawię się w rozpoczętym sezonie narciarskim w Austrii, gdzie będę mógł podziwiać piękne widoki i podzielić się wiedzą z innymi. Praca instruktora i szefa biura podróży ma jednak sporo zalet. A gdyby ktoś nie mógł się doczekać zaplanowanego wyjazdu w góry i chciał już pojeździć na nartach przypominam, że w Gdańsku także mamy możliwość całorocznej jazdy. Gdzie? Na krytym stoku narciarskim SkiMondo. Ale to już temat na inny wpis.

 

Pozdrawiam,

Paweł Jodczyk

 

 

 

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+